Egzaminy nareszcie mam za sobą. Mam nadzieję, że będe miał więcej czasu, ale glowy nie dam.
Chciano ode mnie, żebym dodał możliwość cofnięcia wydruku (na razie działa przez ipp). Zapewne drukowanie przez sambę ma taką możliwość. Klopot w tym, że przy tamtych ustawieniach samba z chciały sie łączyć przez ppp0.
Po ustawieniu bind'a już znajdowały przwidłową drogę (przynajmniej klienci ;) ). Przy okazji bind potrzebował pewnego modułu (capset). Z powodu braku tego modulu nie chciał mi działać udev/ppp na SELinux :) .
Generyczność bez typedef jest nie do końca czytelna. Weźmy chocby taka linijkę:
> > objects;]]>
Choćby typdef ConcurrentMap DMap; //Default Map
zmniejszyło by ją.
No cóź - taka jest ta Java...
Po problemach z libacl i libattr zdowngradowałem glibc. Zakończyło sie to unieruchomieniem całego systemu. Instaluje od nowa cały system...
Po nieudanej walce z cups na OpenBsd poddaje sie - wracam na GNU/Linux. Tym razem"stabilizuje" i bedę używał stabilnego orogramowania z SELinux. Na razie po usunięciu "zostało" 50%. No i tradycyjnie usunałem acl przed revdep-rebuild :)
Chciałem zająć się programowaniem sieci w Javie. Mam książkę o Javie, którą kiedys czytałem. Istnieje porównanie języków. Kod w C jest długi. Oto jego fragment:
Dla nieznających języka dodam, że jest to (archaiczny już) zapis ANSI, który mało kto stosuje. Teraz zajmuje to 5x mniej linii:
W podobny sposób 'zapomniano' o funkcji fdopen(3), która pozwoliłaby skrócic kod o stronę (1/3 kodu), gdyż nie trzeba pisać funkcji operujących na deskryptorach. Dodanie tak dziwnych rzeczy jak biblioteki (na pewno da się w CGI) pozwoliłoby skrocić to do +/- kodu Javy. (no może trochę więcej, ale...)
Bardzo dobre - w kilka godzin udało mi się postawić serwer, dodać proxy, maskaradę itp. Jedyny problem: trudność z dodaniem pakietów na plytę (robiło ją niebootowalną).
Nareszcie nowy komputer. Nie jest to najnowocześniejszy komputer, ale i tak znacznie lepszy, niz stary.
W ostatnią niedzielę był problem z prądem. Bilans strat:
Listwa antyprzepieńcowa nie doznała uszczerbku...
Idę ulicą i widzę "Asterix i Normanowie - W tym roku dzień dziecka już n-tego Maja"
Skłonilo mnie to do przemyśleń nad tym, co zalicza się do literatury dziecięcej. Zobaczyłem zaliczone do tej kategorii między innymi:
Większość z tych rzeczy uważam, za rzeczy do których wraca się przez całe życie i ciągle odnajduje się nowe rzeczy. Przy Asteriksie mam niestety za małą znajomość kultury francuskiej, by docenić wszystkie smaki. Niektóre rzeczy we Wladcy Pierścieni pokazał mi historyk - na przykład mit plemienia rządzącego...