Mimo że Subversion miało być lekiem na całe zło - szczególnie spowodowane przez CVS - to niestety nim nie jest. Nowoczesne systemy kontroli wersji mają wiele zalet. Dodatkowo nigdy nie spotkałem w nich błędów. W ostatnim moim projekcie mimo 34 rewizji(w tym 5 bezsensownych by obejść błąd SVN) błędy występowały kilkukrotnie.
Do popularnie wyskakujących błędów SVN u mnie należy 'SVN: out of data'. Co dziwniejsze operuje na file://, więc żadnych różnic czasowych nie powinno być. Jestem jedynym użytkownikiem tego repozytorium - zresztą wykonywałem przy tym svn update.
Wczoraj wróciłem po tygodniowej nieobecności. Jedną z pierwszych rzeczy jest oczywiście emerge -avDuN world. Jednak na kompilacji OpenJDK ciągle wywalało brak miejssca na dysku. Wiele zużytego miejsca znalazłem w /var/log. rm -rf /var/log/* oczywiście nie dało rezultatu - w końcu pliki były otwarte...
Wczoraj miałem wątpliwe szczęście reinstalować Windowsy XP. Jedyną płytą jaką miałem był 'Windows XP SP 1' (orginalna) - zgaduje, że żadnej innej nie powinienem używać/nie mogę dostać. Chciałem wykonać update. Wkładam płytę. Kopjuje pliki do instalacji. Należy zrestartować. Coś tam instaluje. Ponownie zrestartować. Windows postawiony.
Na poczatku należało zainstalować ponad 60(!!!) aktualizacji. Zrestartować. Zainstalować SP2 i ponownie zrestartować. Zainstalować kolejne poprawki i antywirusa. Zrestartować.
Druga awaria komputera - najpierw DVD, teraz płyta główna (chyba) - razem drugi raz w serwisie w ciągu ostatniego miesiąca (naprawa trwa ok. 3 tygodni...).
Na serwerze bacula właśnie została skonfigurowana...
Najgorzej zaimplementowaną usługą roku ogłaszam nfs. Znam(na razie) tylko dwa demony, które nie obsługują słuchania na wybranych adresach/interfejsach: totd i nfs. O ile totd można usprawiedliwić (ma to tylko pod (GNU/?)Linuksem) to nfs już tak prosto się nie da.
Testuje ostatnio hibernacje, w szczególności suspend-to-ram (suspend-to-disk mam załatwiony). Jednak po pewnym teście X'sy odmówiły posłuszeństwa...
Mam dwie partycje - / i /home. Pierwsza to ext3 a druga to reiserfs. Pierwsza miała masę błędów (128 MB w /lost+found, choć nie wszystkie aktualne) - sądze jednak, że część jest 'starsza'. Druga, przynajmniej weduk fsck.reiserfs, była bez błędów.
Conajmniej nie zawsze ext3 jest mniej odporny niż reiserfs (choć jest to pierwszy pad systemu plików jaki miałem).
Kolejną korzyścią z libata jest automatyczne rozróżnianie dysk/cdrom. Czasami, z powodu domyślnej konfiguracji, udev nie odróżniał dysk/cdrom i nadawał 'odpowiednie' prawa. O ile jednak /dev/hdc można pomylić z dyskiem to /dev/sg0 już trudno.
Zauważyłem tylko jedną wade libata - hdx to Hard Disk x a sdx to SCSI Disk x. Ja mam tylko dyski ATA ;) - nazwy nie są konsekwętne.
Udało mi się uzyskać suspend-to-disk. Jedyne zmiany jakie zrobiłem to brak wyładowywania wszystkich modułów (chyba nie ma wpływu) i... zmiana na libata.
Jeszcze nie udało mi się uzyskać suspend-to-ram ale to, mam, nadzieje, kwestia czasu.
Skonfigurowałem libata na komputerze. Dostaje, że nie ma takiego dysku. Wpisuje więc poprawne root=sda2 i... znowu ten komunikat. Zapomiałem wkompilować obsługę dysków SCSI. Zazwyczaj opcje wymagające się są jasno oznaczone (bądź jak usb-storage, bądź w ogóle się nie pojawiają). Tutaj dostałem ciszę.
Trud się chyba jednak opłacił - Gnome startuje szybciej 'na oko'
Wsparcie niby do zapisu jest, ale nie działa. Nie mam siły/czasu żeby to zdebugować. Na razie wypuszczam wersje 0.0.1.90. Mam nadzieje, że wersja 0.0.2 będzie ostateczna ;)
GConfFS wykorzystuje FUseFS i ruby gconf2
Jeśli licencja FUseFS okaże się niewolna przepiszę na Mono (ktoś wie, czy mam trzymać się pliku README, czy COPYRIGHT?). Na razie jest to opublikowane na MIT'cie